149
Ojców

Ojców, zamek

Ojców, widok z zamkiem, Fryderyk Krzysztof Dietrich, XIX w. Ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie [Dział Ikonografii, T. I-33, G.11439].

Licencji udziela właściciel.

 

Podczas wakacyjnej wyprawy do Wiednia latem 1829 r. Fryderyk z przyjaciółmi zwiedzał Kraków i okolice. Młodzieńcy postanowili udać się na wycieczkę do słynącej ze wspaniałych widoków Doliny Prądnika. Chopin szczegółowo i z humorem wspomina swą przygodę związaną z wyprawą do Ojcowa (dnia 26 lipca 1829 r.) w liście napisanym do rodziców już po przyjeździe do Wiednia, 1 sierpnia 1829 r.: Nim zacznę opisywać Wiedeń, powiem co się stało z Ojcowem. W niedzielę po obiedzie, nająwszy sobie wóz czterokonny krakowski za 4 talary, paradowaliśmy w nim jak najwyborniej. Minąwszy miasto i piękne okolice Krakowa, kazaliśmy naszemu woźnicy jechać prosto do Ojcowa, sądząc iż tam mieszka pan Indyk, chłop u którego zwykle wszyscy nocują, gdzie i panna Tańska nocowała także. Nieszczęście chciało, że pan Indyk mieszka o milę od Ojcowa, a nasz woźnica nieświadomy drogi, wjechał w Prądnik rzeczkę, raczej przezroczysty strumień, i nie można było znaleźć innej drogi, bo na prawo i na lewo skały. Około godziny 9tej wieczorem, spotkało nas tak koczujących i niewiedzących co czynić, jakichciś dwóch ludzi; ci ulitowawszy się nad nami, podjęli się przewodniczyć aż do Pana Indyka. Musieliśmy iść piechotą dobre pół mili, po rosie, pośród mnóstwa skał i ostrych kamieni. Często rzeczkę po okrągłych belkach potrzeba było przechodzić i to wszystko w noc ciemną. Nareszcie po wielu trudach i kuksach, marudach, znaleźliśmy przecie do p. Indyka. Nie spodziewał się tak późno gości. Dał nam pokoik pod skałą, w domku umyślnie dla gości zbudowanym. Izabello!.. Tam gdzie Pani Tańska stała! Każden więcz moich kolegów rozbiera się i suszy przy ogniu roznieconym na kominku przez poczciwą panię Indykowę. Ja tylko usiadłszy w kąciku, mokry po kolana medytuję czy się rozbierać i suszyć, czy nie; aż tu widzę jak pani Indykowa zbliża się do poblizkiej komory po pościel; tknięty zbawiennym duchem idę za nią i spostrzegam na stole mnóstwo wełnianych czapek krakowskich. Czapki te są podwójne, niby szlafmyce. Zdesperowany kupuję jedną za złoty, rozrzynam na dwoje, zdejmuje buty obwijam nogi a przywiązawszy dobrze, tym sposobem oswobadzam się od niechybnego przeziębienia. Przybliżywszy się do kominka, napiłem się wina, naśmiałem z poczciwymi kolegusami, a tymczasem pani Indykowa posłała nam na ziemi, gdzieśmy się wybornie przespali. W następnej części relacji Maurycego Karasowskiego, zamieszczonej w „Bibliotece Warszawskiej” znajduje się fragment: Dalej Fryderyk opisuje Ojców, Pieskową skałę, groty Czarną i Królewską unosi się nad niemi i okolicami, mówiąc w zachwyceniu, „że choćby dla niczego, to dla tej prawdziwej piękności Ojcowa, warto było zmoknąć”. Legendy łączące się z Ojcowem Chopin znał na pewno i, jak twierdzą biografowie kompozytora, nie tylko z przekazów Klementyny Tańskiej, często czytanej u Chopinów, lecz także z wystawianych w Teatrze dzieł scenicznych: opery Elsnera Król Łokietek i baletu Kurpińskiego Wesele w Ojcowie.