160
Drezno

Drezno, panorama miasta

Drezno, panorama miasta, widok na rezydencje królewską, staloryt wg obrazu Otto Hagnera z 1837, odbitka fotograficzna ze zbiorów Marii Mirskiej. Ze zbiorów Fototeki NIFC [F.3862].

 

Fragment listu napisanego w Dreźnie do Rodziców 26 sierpnia 1829 r. w drodze powrotnej z wyprawy do Wiednia: Wielmożnemu Imć Państwu Chopinostwu, Profesorstwu w Warszawie, a memu Kochanemu Rodzicielstwu na ten raz od bawiącego w Dreźnie syna. Zdrów jestem i wesoluteńki. Dziś tydzień, jak w Wiedniu nie wiedziałem jeszcze, iż będę w Dreźnie.[…] Wczoraj więc o 5-tej rano najętym za dwa talary furmanem wyruszywszy z Teplitz przybyliśmy do Drezna o 4-tej po południu. Spotkałem zaraz Lewińskiego i Łabędzkich. Bardzo mi się podróż szykuje; dziś Faust Goethego, a w sobotę, jak mi Klengel mówił, opera włoska. Wczoraj wieczorem list zaczęty, dziś rano kończę. Ubieram się, idę do barona Kriesego i Morlacchiego, bo nie mam czasu do stracenia. Za tydzień myślimy stąd wyruszyć, wprzód jednak zwiedzimy Szwajcarię Saską, jeżeli pogoda posłuży. Zabawiwszy we Wrocławiu dni parę, dopiero stamtąd do domu. Tak mi się spieszy do Was, najukochańsi Rodzice, żebym nie chciał do pp. Wiesiołowskich wstępować. Dopiero opowiem historie, awantury, ale ładne, ładne. P. S. „Maître de Cremonie”, baron de Friesen, przyjął mnie grzecznie, pytał się, gdzie stoję; oświadczył, że szambelana mającego zwierzchność nad kapelą nie ma teraz w Dreźnie, ale że się dowie, kto go zastępuje; i że jakkolwiek mój pobyt krótki w tym mieście, jednak dołoży wszelkich starań, aby mógł mi się choć w czymkolwiek przysłużyć. Ceremonii ukłonów pełno. Resztę chowam do listu, który najprędzej za tydzień albo za półtora z Wrocławia napisałem tutejszą galerię obrazów, wystawę płodów, znaczniejsze ogrody, pooddawałem wizyty, a teraz idę na teatr; spodziewam się, że dosyć na jeden dzień! P. S. drugie. Mój list doczekał się późnej nocy; wracam z Fausta. Od wpół do 5-tej stać trzeba było przed teatrem; widowisko trwało od 6-tej do 11-tej. Devrient, któregom już widział w Berlinie, grał Fausta. Dzisiaj właśnie obchodzono tu osiemdziesiątą rocznicę życia Goethego. Okropna, ale wielka fantazja. W czasie antraktów grano wyjątki z opery tego imienia Spohra... Idę spać... Jutro rano czekam na Morlacchiego, z nim pójdę do panny Pechwell. Nie ja do niego, lecz on do mnie przychodzi. Ha, ha, ha... Dobrej nocy! Wasz Fryderyk. 

 

Drugi pobyt w Dreźnie związany jest z podróżą do Wiednia którą Fryderyk rozpoczął w Warszawie 2 listopada 1830 r., a kontynuował od Kalisza już z Tytusem Woyciechowskim. Pomiędzy 12 a 19 listopada 1830 r. przyjaciele przebywali w Dreźnie: tak mi tydzień zeszedł, żem się nie spostrzegł. Słucha powtórnie gry pianistki Antoinetty Pechwell. W katedrze asystuje próbie „Nieszporów” Francesco Morlacchiego, w wykonaniu m.in. sławnych neapolitańskich sopranów nazwiskiem Sassarolli i Tarquinio. W operze ogląda „Niemą z Portici” Aubera i „Tancreda” Rossiniego. Ponownie styka się i muzykuje z pianistą Augustem Alexandrem Klenglem. Gra i improwizuje w okolicznościach towarzyskich na obiedzie polskim. Przypuszcza się, że u Komarów mógł po raz pierwszy spotkać się z Delfiną Potocką; w salonie Salomei Dobrzyckiej oklaskują go księżniczki saskie, a u Pruszaków — generał Karol Otton Kniaziewicz. Otrzymuje listy polecające do Włoch. Żywy rezonans wzbudziły powtórne odwiedziny drezdeńskiej galerii obrazów: Gdybym tu mieszkał, chodziłbym tam co tydzień, gdyż istnieją obrazy, na których widok zdaje mi się, że słyszę muzykę. [cyt. za: Tomaszewski, Chopin…].

 

Z trzecim pobytem Fryderyka w Dreźnie związana jest następująca historia: 19 września 1835 r. po miesiącu spędzonym wspólnie z rodzicami w Karsbadzie (Karlovych Varach) i Dieczynie, Chopin udał się do Drezna, gdzie spotkał się z rodziną Wodzińskich. (Możliwe, że to wówczas podczas pobytu w Dreźnie rozpoczął się nieszczęśliwy romans Chopina z szesnastoletnią Marią Wodzińską). Chopin zdaje się przez przypadek wpadł w mieście na któregoś z członków rodziny Wincentów Wodzińskich ze Służewa na Kujawach; (ich synowie mieszkali w Warszawie w pensjonacie Mikołaja Chopina). Pamiętnikarz ówczesny, Józef hr. Krasiński, zanotował: Chopin „nie dał w Dreźnie koncertu, ale na zaproszonym u nich wieczorze grał dla nas swoje kompozycje, improwizował i wariował — a między tym zagrał Jeszcze Polska nie zginęła czyli Mazur Dąbrowskiego i z niego prześliczne swej kompozycji wariacje. [...] Zachwycał nas cały wieczór — a za to nazajutrz rano zostałem przywołany do Ambasady Rosyjskiej i zapytany: Jak mogłem być w domu, gdzie śpiewano patriotyczne, rewolucyjne pieśni? Odpowiedziałem, że wcale nie rewolucyjne, lecz dawne, że wcale ich nie śpiewano, lecz Chopin grał wariacje na temat starego Mazura. Że nie wiedziałem, co on grać będzie, że na koniec, jak mogłem w cudzym domu rozkazywać muzykantowi, co i jak ma improwizować. — Nigdy nie zapomnę odpowiedzi Richtera [sekretarza ambasady]: Jeżeli W Pan chcesz być wiernym Monarchy poddanym [...] toś był powinien takiego jak Chopin demagoga za drzwi wypchnąć!!!” Krasińskiemu nie przedłużono pozwolenia na pobyt, Wodzińskim „kazali z Drezna wyjechać”.