065
Solange Clésinger

Solange Clésinger

Solange Clésinger (1828-1899)

Reprodukcja fotografii z ok. 1860, 180 x 130.

[Oryginał: Muzeum George Sand w la Châtre ?] .

Zbiory: Fototeka NIFC – Warszawa [F.3040].

 

Solange Clésinger z domu Dudevant-Sand – córka George Sand i Casimira Dudevant. Chopin znał ją od dziecka i był do niej przywiązany jak do córki – był dla niej pełen serdecznych, ojcowskich uczuć. Podczas letnich pobytów w Nohant w okresie 1839-1845, Chopin udzielał jej lekcji gry na fortepianie, zastępując jej nauczycielkę od roku 1840 – Marie de Rozières. Małżeństwo Solange (w 1847 r.) z francuskim rzeźbiarzem Jean-Baptiste-Auguste Clésingerem doprowadziło do konfliktu rodzinnego i zerwania stosunków z matką. Chopin, który stanął w obronie Solange, utrzymywał z nią kontakt do końca swojego życia. Solange w znacznym stopniu przyczyniła się do rozdźwięku, jaki powstał między George Sand a Chopinem, a w rezultacie do zerwania ich związku. Solange i jej mąż zachowali do końca serdeczny stosunek do Chopina i byli wdzięczni za jego postawę. 30 września 1847 r. Solange pisała do Chopina: Z jednej strony, troski pieniężne, z drugiej matka, która mię opuściła nagle, choć nie miałam żadnego doświadczenia życiowego, i ojciec raczej twardy niż kochający, ojciec, który nie umiał być czuły; oto, co nie zdarza się codziennie dziewczętom 19-letnim. [...] Na szczęście mam mego rzeźbiarza, który mię we wszystkim pociesza, który mi zastępuje wszystko. Ale dosyć długo, mój Chopinie, nudzę Pana moimi kłopotami. Dam już Panu spokój przesyłając najserdeczniejszy, jaki tylko być może, uścisk dłoni. Clésinger przyłącza się do niego, i umie doskonale ocenić wartość starej przyjaźni, którą Pan ma dla mnie. Ja także teraz czuję, co to znaczy przyjaciel w życiu, tym bardziej gdy jest jedyny. [Sydow, t. 2, s. 215].

Solange była przy śmierci Chopina 17 października 1849 r. w jego mieszkaniu na Placu Vendôme.

Tak napisała Solange o muzyce Chopina: Kto go nie słyszał, kto nie słyszał przynajmniej jednej z jego ulubionych uczennic: księżnej Marceliny Czartoryskiej [...], ten nawet nie wie, jaki jest to rodzaj muzyki. [...] Pod zwinnymi, nerwowymi palcami drobnej, bladej i wątłej ręki Chopina, fortepian odzywał się głosem archanioła, zamieniał w orkiestrę, zbrojne zastępy, wzburzony ocean, stwarzanie kosmosu i koniec świata. Co za boski majestat! Co za potęga żywiołów, jakie okrzyki rozpaczy! Jaki śpiew triumfalny! Jaki czarujący wdzięk, jaka tkliwość anielska, jaki niezmierzony smutek! Jaki marsz żałobny lub triumfalny! Te promienie słońca na rozkwitłych kwiatach, w migocącym nurcie rzeki, nad doliną pachnących cytrynowych gajów! Te łzy w głębi chłodnego krużganku! To niecierpliwe rżenie bitewnego konia, te walki błędnych rycerzy; a tańce wiejskie lub dworskie (jakie menuety) przerywane szczękiem broni lub hukiem dział fortecznych. A te melancholijne krople deszczu padające jedna za drugą na płyty dziedzińca przed celą! [Eigeldinger, s. 343].